Epoka psia

Zaczęło się "normalne" życie. Praca, miasto. Jakiś czas dawał radę. Po jakimś czasie był jak wilk w klatce. I to był początek... Ania, będąc jeszcze sama, kilka lat wcześniej kupiła sobie wymarzonego psiaka. Suka syberian husky, Koana. Nie do końca zdawała sobie sprawę w co się pakuje. Na początku miał być to śliczny piesek. Ale poczytała, pogadała i okazało się, że tak się nie da, a przynajmniej się nie powinno. To szczególna rasa i wymaga szczególnego podejścia. To pies pracujący, na kanapie się męczy. Nie mogła pozwolić, żeby jej psia miłość cierpiała. No i najpierw się sama nauczyła tej rasy, a później razem się uczyły, co to pracować. Samodzielne szkolenie, treningi. Ją to kręciło, pies był szczęśliwy. Robiła to dla siebie i dla Koany. Bez ambicji sportowych. Wystarczyła satysfakcja wspólnej pracy, wspólnych osiągnięć. Ale nie chciała iść w sport, to nie dla niej.
Patrząc na Tomka nie mogącego sobie znaleźć miejsca, wiedziała, że trzeba coś z tym zrobić. Koana jest wyszkolonym psem pracującym, po domu pałętają się zaproszenia na różne wyścigi... Zmusiła Tomka, żeby spróbował psiego sportu. Opierał się, prawie siłą wypchnęła go na zawody w Zimnych Dołach w 1997r., organizowane przez Andrzeja Wilczopolskiego i Radka Ekwińskiego. Startował w skandynawce. Do dziś pamięta ten bieg. Morderczy. Mroczki przed oczami, walka o każdy łyk powietrza, wtłoczenie go w rozrywające płuca... Ambicja nie pozwoliła wycofać się. Duma pchała go naprzód, byle dobiec do mety i jak najszybciej skończyć tą męczarnię. Na mecie okazało się, że ten psi żółtodziób zdobył 2 miejsce. Pies szczęśliwie merdał ogonem, morda uśmiechnięta, w oczach błyski zadowolenia i pytanie... poddajesz się? I zaczęło się. To było to mgnienie. Zostało. Do dziś.
Doszła druga suka Syberia husky - Reti. Ania głównie szkoliła, Tomek startował. Do klasy C1 potrzebował 4 husky. Pożyczali 2 psy od przyjaciółki, też psiary, Doroty.

Psi sport wciągnął Tomka na dobre. Tak jak przy koniach, konieczny był wzajemny szacunek i zrozumienie, zaufanie. Wielogodzinne treningi, gdzie tylko natura, Tomek i psy. Obserwowanie zachowań, kalkulacja możliwości, układanie strategii. Ěżeby nie przedobrzyć, ale jednak wycisnąć maxa. Z siebie i psów. Przez cały rok.
Na wyścigach przydały się doświadczenia z poprzednich lat - umiejętność radzenia sobie ze stresem, maksymalna koncentracja. Przed startem jest trans, nic nie słychać. Tylko sędzia, odliczanie. Później wiatr, psy, przestrzeń. I ta chwila prawdy. Dobrze przepracowałeś ten rok?
Startował w różnych klasach: skandynawka, pulka, C1, D2. Na wózkach i na saniach. Jego żywioł to sanie. Prawdziwy zaprzęg, sens i korzenie tego sportu. Skrzypiący śnieg, oślepiające słońce lub wiatr jakby ciął lodem, szczęśliwe psy, przestrzeń.

Przyszedł taki rok, że oprócz startów zaczął też organizować wyścigi. Jego pierwszy wyścig inaczej, to współorganizowanie wyścigów Trop Wilka w Krakowie, 2000 r. Tomek był komisarzem, w całej organizacji pomagała oczywiście Ania.

Ale czegoś w tym wszystkim brakowało. Myśli krążyły wokół śniegu, prawdziwie alaskańskich warunków, zrobienia czegoś po swojemu, na własną odpowiedzialność. Szukali, rozważali różne możliwości, miejsca. W końcu znaleźli. Wrócili w Bieszczady. Na razie jeszcze tylko z własnymi wyścigami.