Epoka przed-psia
Tomek miał być... muzykiem. Marzenie jego mamy. Szkoła muzyczna 1 stopnia, akordeon. W domu silne tradycje sportowe (tata były bokser i akrobata). No więc się podzieliło - Tomek muzyk, Sławek (brat) sportowiec. Oj, ciężkie to były czasy dla dorastającego chłopaka, którego rwało za bratem. Wymarzona koszykówka - nic z tego, możliwe kontuzje palców. Karate - nauczyciel muzyki zdecydowanie nie polecał, no więc szlaban. Czasem tylko jak rodzice nie widzieli, urywał się na podwórko - trzepak, piłka nożna, cokolwiek się trafiło... Byle biegać, rywalizować, szaleć. Brat świętował niemałe sukcesy w pływaniu, a Tomek żmudne godziny ćwiczeń na instrumencie. Bunt był blisko, gotowało się.
Po 6 latach, dyplom w szkole muzycznej i technikum. Zdecydowane „nie" na kontynuowanie nauki w szkole muzycznej. I się zaczęło. Trzeba było nadrobić te wszystkie lata. Cokolwiek ciekawego można było robić - Tomek tam był.
Ěżagle. Wreszcie wolność, przestrzeń. Najpierw jego uczyli, później on dawał to innym, jako organizator i instruktor na obozach żeglarski. A jak żagle, to i blisko do nurkowania. To też było.
Aż pewnego razu wakacje z bratem, w Bieszczadach. Połonina Wetlińska, schronisko u Lutka i latanie na paraglajtach. To już nieskrępowana wolność, adrenalina. Do tego góry, które urzekły. Ěżycie w schronisku, które zauroczyło. Wakacje jego życia. Te góry będą mu zapisane, ale jeszcze parę lat...
Kolejna pasja - konie. Najpierw amatorsko, ale bardzo szybko przerodziło się to w sposób na życie, pracę. Przewędrował kilka stajni, kilka miast. Aż w końcu wylądował w warszawskim Aromerze przy ujeżdżaniu koni i pracy z młodymi końmi. Oczywiście, jak tylko się dało, łapał się też za skoki - ale to już poza „oficjalnym programem". No i znowu wolność, adrenalina, wyzwania, ryzyko. W cztery ściany nie dał się już wcisnąć. Jedyny wyjątek - Akademia Rolnicza, wydział zootechnika, kierunek hodowla koni i jeździectwo. Do rozpoczęcia studiów zmusił go jego guru i trener, który dodatkowo był wykładowcą na AR - Sławek. Skończył dzięki sile i wytrwałości... Ani, obecnej żonie. Nerwy dziewczyna miała ze stali, uporu jeszcze więcej, bo Tomkowi do książek i zajęć było zdecydowanie nie po drodze.
I przyszedł wymarzony dzień - oferta pracy przy koniach sportowych za granicą, ujeżdżanie, skoki. Badania lekarskie i najgorszy dzień w życiu, wyrok. Kręgosłup tego nie wytrzyma, jak tak dalej pójdzie, za kilka lat wózek inwalidzki. Tomek się jeszcze wahał, Ania nie, powiedziała stop. Zrezygnował i z wymarzonej propozycji i z koni w ogóle. Zrobił to dla Ani. Założyli rodzinę.